Reklamy prezerwatyw zazwyczaj nie zawodzą - ich twórcy często “jadą po bandzie”, robią spoty niedopuszczalne w przypadku innych branż, ostre albo bardzo zabawne. Ta reklama zalicza się zdecydowanie to takich produkcji, które pokazywane są podczas “Nocy Muzeów” - dostarcza rozrywki. Prawie minutowy spot ma zobrazować bogactwo asortymentu marki Manix. Hasło wyjaśnia dlaczego duży wybór jest korzystny dla klientów.
Hasło: Manix Condoms. More choice, more pleasure.
Reklama dokładnie to obrazuje, choć używa metafory. Mąż wraca po pracy w zacisze domowego ogniska, a kochankowie żony czmychają i chowają się po całym mieszkaniu. Gość wiszący na krześle obrotowym jest po prostu świetny. Żona tymczasem udaje, że już słodko śpi. W reklamie nie pojawia się produkt - każdy przecież wie, jak wygląda prezerwatywa, jedna od drugiej prawie niczym się nie różni. Reklama ma za zadanie rozbawić odbiorcę, co raczej powinno się jej udać. Ta scenka zapewne poszła w sieci jako viral, nawet polska wersja ma na swoim koncie ponad 700 ts. wyświetleń. Podsumowując - fajny, dowcipny spot.
MooseJaw to marka produkująca odzież zimową i sklep z tego typu asortymentem innych marek. Ta pora roku jest więc takim momentem, w którym takie firmy notują najwyższą sprzedaż i najmocniej rywalizują z konkurencją. Wydanie katalogu z produktami to jedno, MooseJaw postanowił go jednak znacznie wzbogacić i pokusić się o zrobienie wokół swojego katalogu szumu w mediach. Wydaje mi się, że mogło się im to udać. Pomysł jest zabójczo prosty, a takie pomysły często są skuteczne. Idea jest następująca - katalog z ciuchami zimowymi jest troszkę nudny, ponieważ modelki i modele są ubrani od stóp do głów, warto ich zatem rozebrać. Tylko jak to zrobić w princie? Rozwiązaniem jest nowoczesna technologia, doskonale nadająca się do łączenia offline’u z onlinem - augmented reallity. Przy pomocy specjalnej aplikacji na iPhona i iPada możemy obejrzeć modelki w katalogu w samej bieliźnie - wystarczy jedynie spojrzeć na katalog przez nasz sprzęt. Banalne i wciągające, zwłaszcza płeć brzydką. Nie jest to może super praktyczna aplikacja, jej celem jest jednak rozrywka. Raczej też nie wpłynie bezpośrednio na sprzedaż, ale ta akcja prawdopodobnie została zaplanowana aby dotrzeć z marką do szerokiej grupy odbiorców. Niezły pomysł i realizacja.
Samochód często jest traktowany jak… przedłużenie penisa. W niektórych przypadkach jest lekiem na kompleksy z tym związane, zastępuje pewne braki w tej materii, ma udowodnić atuty właściciela pojazdu. Z relacją mężczyzny z samochodem wiąże się wiele stereotypów i to właśnie z nich nabija się ten trzydziesto-sekundowy spot. Scenka z niebezpiecznego, amerykańskiego przedmieścia. Na ulicy dwóch Latynosów, typowych “badboyów” w podskakującym samochodzie bajeruje grupkę dziewczyn. Nagle podjeżdża biały chłopak, wyglądający na kujona z dobrego domu. Wydaje się, że w pojedynku z dwoma cwaniaczkami jest skazany na porażkę, jednak okazuje się, że jego samochód nie należy do zwyczajnych. Po zjedzeniu Mentosa i mocno przesadzonym pokazie hydrauliki, nasz bohater zawija laski do fury (a w zasadzie basenu w niej) i odjeżdża całując się z jedną z nich. Mentos daje kopa i nawet to, co wydaje się poza naszym zasięgiem jest do zdobycia - tak mniej więcej można taką reklamę odczytać. Spot to dobrze przygotowany żart, samochód głównego bohatera w akcji jest na prawdę imponujący. Niestety kobiety są w tej reklamie jedynie celem do osiągnięcia, zdobyczą lepszego faceta. To jednak nie wpływa na odbiór całego spotu, który jest całkiem dowcipny. I chyba to wszystko co można o tej reklamie powiedzieć - jest dobra, ale jakiś mocniejszych wrażeń po jej obejrzeniu widz raczej nie odczuje.
Via: Sylwia Faliszewska
W 2003 roku z okazji Światowego Dnia Walki z Aids francuska organizacja przeprowadziła specyficzną kampanię w przestrzeni miejskiej. Na wybranych ścianach, drzewach i innych obiektach zostały namalowane policyjne “ślady” po parach kochanków. Widać na nich ludzi uprawiających seks, podobnie jak na ziemi obrysowywane są ślady zwłok. Komunikat takich malunków nie jest może oczywisty, jednak uważny odbiorca, nie podchodzący do tego co zobaczy bezrefleksyjnie, raczej to zrozumie - seks bez zabezpieczenia może prowadzić do śmierci. Osobiście uważam, że ten przekaz jest tutaj bardzo celny - pokazuje, że to właśnie moment miłosnego uniesienia może być bezpośrednią przyczyną zgonu. To jednak nie jest jedyny atut tej kampanii. Jej nietypowa forma, zupełnie nie przypominająca reklamy, dzięki czemu ma znacznie większe od reklamy szanse na przykucie uwagi mieszkańca miasta. To element nie pasujący do obrazu ulicy, parku czy innej przestrzeni, wyróżniający się z miejskiego krajobrazu, a ludzkie oko takie właśnie zjawiska dostrzega. Nie znam szczegółów akcji, ale w jej wypadku aż prosi się o teaser - najpierw umieszczenia takich śladów, aby po jakimś dopiero czasie wyjaśnić co to jest i o czym mówi. Być może tak właśnie było. Tak czy siak trzeba przyznać, że kampania ta była przemyślana i pomysłowa jednocześnie. No i koszty jej przeprowadzenia raczej do najwyższych nie należały.
W marcu 2008 roku agencja Euro RSCG w Warszawie przygotowała bardzo ciekawą kampanię wspierającą organizację pozarządową walczącą z rakiem piersi. Pomysłem było delikatnie przerobienie czegoś, co wygląda jak typowa reklama bielizny. A jak wiadomo reklamy bielizny tak skutecznie “łapią spojrzenia”, że ich ustawianie przy drodze w niektórych krajach zostało zakazane. Na kreacji widać modelkę, leżącą na skórzanej kanapie, w samej bluzce. Nie da się nie zauważyć, że jedna z jej piersi została z reklamy usunięta, jakby oderwana od billboardu. Wygląda to na dzieło wandali, ale nie. Hasło wyjaśnia o co tutaj chodzi.
Hasło: Badaj, zanim dotknie Cię brak piersi.
Sprytne wyboldowanie części słowa “brak” zmienia je na rak. Jest to więc próba uświadomienia odbiorcom, że rak piersi to w zasadzie prosta droga do… braku piersi. Komunikat jest mocny i dosłowny, a przekaz wizualny bezpośredni, dzięki czemu większe są szanse na dotarcie do świadomości osób stykających się z tą kampanią. To jednak nie wszystko - akcja została opracowana we współpracy z kilkoma partnerami z branży, dzięki czemu jej koszt był minimalny. Moim zdaniem prosta i całkiem oryginalna kampania społeczna.
Przekaz płynący z reklamy powinien być spójny, wyrażać jedną, konkretną myśl i raczej nie zostawiać pola do skrajnie różnych interpretacji - no chyba, że ma tak robić celowo. Nie powinien być także sprzeczny z myśleniem odbiorców reklamy. W przypadku tej twórczości obawiam się, że może być z tym kiepsko. Jest to element kampanii promującej czeskie piwo bezalkoholowe. Cały pomysł opiera się na pokazaniu bardzo atrakcyjnej dziewczyny, spoglądającej na nas z reklamy słodkim spojrzeniem, i krótkiego hasła.
Hasło: When the average Czech girl looks like this who the hell needs alcohol. Czyli: Jeśli przeciętna czeska dziewczyna wygląda właśnie tak kto do cholery potrzebuje alkoholu.
Tekst jest może trochę seksistowski, jednak reklama jest ewidentnie skierowana do mężczyzn, to zatem nie wzbudza większych obiekcji. Dziewczyna patrzy na nas miłym spojrzeniem, nie jest rozebrana, wulgarna czy w jakikolwiek sposób natarczywa ze swoją seksualnością, więc do tego także nie można się przyczepić. Problem z tym, jak można interpretować same słowa.
Interpretacja pierwsza (zgodna z zamysłem autorów) - dziewczyny są w Czechach tak piękne, że alkohol nie jest potrzebny, aby się podobały. Tak jak wcześniej wspominałem, trochę seksistowskie, ale może również nieco dowcipne, celowo troszeczkę kontrowersyjne.
Interpretacja druga - no właśnie ponieważ dziewczyny w Czechach są tak ładne, alkohol jest niezbędny, żeby się odważyć z nimi porozmawiać! Myślę, że nie jeden mężczyzna będący w targecie takiej reklamy w taki właśnie sposób sobie pomyśli. Alkohol wyzwala w ludziach śmiałość, a tutaj namawiają do czegoś przeciwnego. Obawiam się, że facet wyobrazi sobie siebie sam na sam z taką dziewczyną i będzie się zastanawiał nad zasadnością spożycia alkoholu lub jego nie spożywania. Reklama może zatem nie celowo uświadamiać odbiorcom, że ten produkt jest raczej nie dla nich. Oczywiście moja interpretacja może być pewnym nadużyciem, mam jednak obawy co do tego, czy komunikat z tej reklamy płynący jest dobrze zbudowany. Nie znam niestety rezultatów tej kampanii, ale myślę, że mogły nie być najlepsze.
Z miłości do butów są tacy, którzy będą walczyć z globalnym ociepleniem klimatu. Dziwne? Trochę pewnie tak, bo co mają buty do tak ważnej kwestii światowej. W tej reklamie mają wiele. Dwie kreacje to zdjęcia pań, siedzących w pomieszczeniach po kostki zalanych wodą. Panie są skąpo ubrane, jest przecież gorąco. Reklamowany produkt znajduje się pod wodą - nie obejrzymy go sobie dokładnie. Hasło wzywa więc do walki o zmianę tej sytuacji.
Hasło: Please stop global warming.
O co tu chodzi? Globalne ocieplenie jest złe, bo a) zalało i zniszczyło buty, b) nie możemy ich przez nie zobaczyć. Pomysł zaskakujący, można powiedzieć, że kampania podszywa się pod kampanie społeczną. Tyle, że jest to trochę “głupkowaty” przekaz. I nie wydaje mi się, żeby był klarowny dla wszystkich. Globalne ocieplenie klimatu ma jednak również swoją pozytywną stronę - na reklamie można zaprezentować modelki bardziej rozebrane niż w tradycyjnych kampaniach obuwia. Może więc o to tutaj chodzi.
Nagość w służbie kawy - to właśnie reklama sieci litewskich kawiarni Coffee Inn. A w zasadzie ich nowego produktu, kawy białej i czarnej (prawdopodobnie chodzi o zwyczajną kawę z mlekiem). Na dosyć czystej i przejrzystej kreacji widzimy dwie nagie osoby, czarnego mężczyznę i białą kobietę, ułożonych w kształt filiżanki. Kawa z mleczkiem. Pomysł jest ciekawy, para faktycznie wygląda jak kubeczek z kawą. Modele układają swoje ręce i nogi w taki sposób, aby skutecznie zasłonić wszelkie strefy intymne. Nie ma między nimi żadnej interakcji, a ich miny są wręcz troszkę smutne - ciężko stwierdzić dlaczego autorzy reklamy zdecydowali aby tak właśnie było. Brak tu erotyki czy jakiejś seksualności - to po prostu filiżanka z ludzkich ciał. Moim zdaniem reklama jest ciekawa, oryginalna i będzie się wyróżniać w prasie czy “na mieście”. Ale będzie to raczej wyłącznie zasługa nagości, a nie wyjątkowego przekazu. Brakuje tu jakiejś kropki nad i.
Via: Adsoftheworld.com
Czy penis może być śmiertelnie niebezpieczną bronią? Coś, co być może nikomu nie przyszło by do głowy, uświadamia kampania społeczna, przygotowana przez francuską organizację Sida Info Service, namawiająca homoseksualistów do odpowiedniego zabezpieczania się i walki z wirusem HIV. Insight wokół którego zbudowano koncepcję jest nietypowy - narządy są dla nas zagrożeniem niosącym groźnego wirusa. Hasło odwołuje się do naszego rozsądku, mogło by być z powodzeniem umieszczone na opakowaniu pistoletu.
Hasło: Ne gâchez pas votre vie par ignorance. Czyli: Nie trać życia z powodu swojej ignorancji.
Tak dosłowne potraktowanie pomysłu jest szokujące - mężczyzna, leżący na kanapie, ma w brzuchu penisa przebijającego go niczym szpada. Nie ma co prawda krwi, ale obraz jest bardzo realistyczny. W reklamie rzadko zobaczyć można narządy, jednak ponieważ w tym projekcie “udają” one coś, czym nie są (broń), jest to usprawiedliwione. Poza tym to kampania społeczna, można więc więcej niż w zwykłej reklamie. Wydaje mi się, że takie niestandardowe podejście do znanego problemu Aids może niektórych odbiorców zmusić do myślenia, dlatego kampania ma szanse się sprawdzić. Sam pomysł… powalający.
Via: kampaniespoleczne.pl
Reklama najnowszej kolekcji chilijskiej marki modowej Basement, należącej do korporacji Falabella. Główną bohaterką tego ponad minutowego spotu jest supermodelka Kate Moss oraz… królik. I to nie byle jaki, bo ubrany w gustowny czarny garnitur. Cała reklama to sen kobiety, która bawi się ze swoim “króliczkiem”, tańczy dla niego (a on dla niej), daje mu prezent w postaci pęku marchewek i otrzymuje w zamian piękną sukienkę. Po przebudzeniu okazuje się, że nie był to tylko sen. Sam film jest nieco szalonym pomysłem, choć bardzo fajnie zrealizowanym. Króliczek, czyli tutaj prawdopodobnie ukochany Kate, to jak wiadomo symbol płodności. Ale też po prostu śliczny pluszak, słodka zabawka w rękach kobiety. A kobieta jest jego zabawką. Ten spot jest trochę surrealistyczny, momentami zabawny, jest również elegancki, wręcz ekskluzywny. Kate jest zmysłowa, ale też nie “wieje” z reklamy nagością czy wymuszonym erotyzmem. Można by się tu doszukiwać treści seksistowski - bohaterka spotu wyraźnie wdzięczy się do “faceta”, żeby dostać od niego coś, na czym jej zależy. Tyle, że nie ma tu faceta… Brawa za pomysł - ta produkcja jest inna od większości reklam, a to już dużo znaczy. Odważna koncepcja, dobrze zrealizowana, może nie jest to reklama prosta i jednoznaczna, ale na pewno miła dla oka i ucha.
Equinox to amerykańska sieć klubów fitness i siłowni, dla której sport to coś więcej niż tylko wysiłek fizyczny. Ich główne hasło właśnie do tego się do odnosi.
Hasło: It’s not fitness. It’s life. Equinox.
Ten film jest natomiast nagraniem treningu instruktorki jogi, niejakiej Briohny Smyth. Przez ponad 3 minuty oglądamy niezwykłe “wygibasy” (przepraszam za takie określenie, ale nie mogłem się powstrzymać) wysportowanej, młodej kobiety. Trzeba przyznać, że Briohny jest niezwykle giętka i silna. Konwencja filmu to jednak nie sama joga. Cała scena odbywa się w pokoju hotelowym w Nowym Jorku, z panoramą miasta w tle, główna bohaterka ubrana jest w samą bieliznę (tak ten strój przynajmniej wygląda), w tle widać rozrzuconą na łóżku pościel. Briohny wstała i ot tak sobie odbyła poranną sesję jogi. Film jest bardzo dobrze przygotowany, a to co ze swoim ciałem robi instruktorka jest niezwykłe. Warto jednak pamiętać o tym, co przyświecało twórcom takiego filmu. Dlaczego joginka jest tak skąpo odziana? Oczywiście celem jest zrobienie filmu viralowego, który w sieci nabierze życia. A pomysłem jest cielesność i seksualność, choć bardzo oryginalna. Nie oszukujmy się - film jest erotyczny, choćby ze względu na przedstawione ujęcia, zbliżenia kamery, scenerię. Moim zdaniem to video jest na prawdę bardzo dobre, i dla osób interesujących się jogą będzie to bez dwóch zdań perełka. A dla wszystkich innych - cóż, miło jest obejrzeć instruktorkę jogi w akcji. I o to chodzi.
Ciekawy przykład tego, jak dobry pomysł można wykorzystać w nieco odmienny sposób. Fender, producent gitar elektrycznych, postanowił delikatnie przerobić powszechnie znany znak wyjścia awaryjnego - biegnącemu ludkowi dodał do ręki gitarę i puścił za nim w pogoń grupę kobiet. Pomimo tego, że jest to seksistowskie, trzeba przyznać, że świetnie wpisuje się w stereotyp rockmena, za którym laski szaleją. To na pewno jest także jeden z ważnych motywów kierujących młodych mężczyzn w stronę rozpoczęcia swojej przygody z gitarą elektryczną. Ta reklama została przygotowana w 2004 roku w Szwecji. Dwa lata później w Belgii powstała inna reklama, która bez wątpienia została zainspirowana reklamą Fendera. Tym razem Axe ten pomysł postanowiła wprowadzić w życie i przygotowała niezłą akcję miejską. Do tych samych tabliczek, które w reklamie Fendera przedstawiono w oryginalny sposób, doczepiono dodatkowe tabliczki z samymi biegnącymi kobietami. Ma to na celu wizualizować przedstawiany przez tą markę w wielu wcześniejszych kampaniach efekt Axe, czyli przyciąganie płci pięknej przez dezodorant. Plagiat? Ja bym tego tak nie nazwał, bo co prawda wszystko opiera się na tej samej idei, ale jest odmiennie wykorzystane. Fender był pierwszy, ale do Axe to świetnie pasuje i zgrywa się z wyśmienicie z tym co ta marka prezentuje w innych działaniach. No i wychodzi poza print, w przestrzeń miasta. Każdy odbiorca znający obie reklamy sam oceni, czy to zwykłe kopiowanie czy też nie, prawda jest jednak taka, że znaczna większość osób wchodzących w kontakt z jedną kampanią drugiej znać nie będzie. Moim zdaniem całkiem udane reklamy. Obie.
Świąteczny film promujący… film. Na DVD i Blu-Ray. Przed przeczytaniem tekstu polecam obejrzeć, koniecznie z dźwiękiem i na pełnym ekranie. Jest to chyba jedno z bardziej oryginalnych nawiązań do tematyki świątecznej. Promowanie w ten sposób horroru to niezwykle przewrotny sposób na zainteresowanie odbiorców. Co tu możemy zobaczyć? Słodka śnieżynka rozbiera się dla nas przed kamerką - jest delikatna i niewinna. Wszystko wygląda jak jedno z wielu dostępnych na YouTube takich nagrań. Ten striptiz obejrzy do końca na pewno większość facetów, nie jedna kobieta pewnie też. No ale na końcu wcale nie będzie nagości, a nieoczekiwany i wyrzucający z fotela atak zombie czy czegoś podobnego. To, co mi się tutaj podoba, to fajne połączenie świąt i filmu grozy. Zaletą tego virala jest na pewno to, że może przestraszyć, a więc oddaje klimat promowanego produktu. No i aż chce się wkręcić swoich znajomych, co pozytywnie wpływa na jego viralowatość. Niezły pomysł i całkiem dobra realizacja.
Święta już minęły, pora więc na przedstawienie kilku kampanii z nimi związanych. Dla marki takiej jak Axe to doskonała okazja, żeby nawiązać do seksu. Zresztą każda jest dobra. Tym razem pomysł padł na Facebooka i specjalną aplikację do składania gorących życzeń. Aplikacja jest banalnie prosta - otrzymujemy od Axe imienny prezent, wystarczy tylko rozwiązać wstęgę, by się do niego dostać. Podarunkiem jest film, na którym dwie ubrane w stroje śnieżynek dziewczyny ujeżdżają mechanicznego renifera. Panie są skąpo ubrane, ale nic za bardzo kontrowersyjnego nie zobaczymy. Co dalej? Tu pojawia się problem - nic. Możemy co prawda przesłać życzenia znajomym i to wszystko. Twórcy się nie postarali, zupełnie nie wykorzystując potencjału Facebooka. Poza imieniem żadne nasze dane nie są z naszego profilu pobierane. Brak jakiejkolwiek interakcji z użytkownikiem czy zachęty do wciągnięcia w interakcję swoich znajomych. Ta aplikacja nie ma większego potencjału do tego, aby stała się skutecznym viralem. A i sam film nie jest niezwykły i nie powala. Podsumowując - zaprzepaszczona szansa na zabawne i seksowne ogranie tematu świąt. Jak na Axe to spory zawód.
Aplikację można wypróbować tutaj.
Via: Adsoftheworld.com
Kobiece piersi jako nośnik reklamowy? Na pewno będzie to nośnik, który zwróci na siebie uwagę. Ta akcja miała miejsce w Kanadzie i wzięły w niej udział kobiety, które pokonały raka piersi. Wyszły na ulicę i przechadzały się po mieście z nagimi biustami, na których pojawiały się hasła informujące o problemie raka piersi. Efektowne i efektywne. Z jednej strony przekaz jest bardzo spójny, skoro mówimy o piersiach dlaczego nie mówić przy ich pomocy? Z drugiej strony spektakularne, odważne i oryginalne, a media lubią takie tematy. Dobrze skonstruowana akcja, praktycznie nie wymagająca budżetu, a korzystająca z naszych kulturowych ograniczeń dotyczących eksponowania cielesności - pójście im na przekór, w słusznej sprawie, jest jak najbardziej uzasadnione. Nagie piersi w pejzażu miejskim nie mogą zostać bez odzewu!
